Na początku roku przyleciał do Polski Phillipe Guigne, założyciel największego na świecie portalu żeglarskich gier on-line. Okazało się, że nie trzeba ruszać się z domu by spotkać wyjątkowych ludzi. Mój dom to Gdańsk w którym wspomniany Phillipe znalazł partnera do rozwoju swojego najnowszego produktu.

Virtual Regatta to nie zwykły serwis www dla miłośników żeglarstwa. To platforma do gier on-line. Niezależnie od pory roku, siły wiatru i strefy czasowej, w wyścigach żeglarskich rozgrywanych codziennie na Virtual Regatta bierze udział kilkanaście tysięcy osób. Na czym polega fenomen tego serwisu?

Myślę, że na początku należy wskazać wzrastającą co roku modę i popularność gier komputerowych. Daleki jestem od promocji siedzenia godzinami przed ekranem komputera ale liczby mówią same za siebie. W gry on-line grają nie tylko dzieci i młodzież ale i dorośli. Walki gladiatorów, loty myśliwcami, bitwy kosmiczne, mecze piłkarskie to chyba najbardziej popularne propozycje rozrywki w wirtualnym świecie. Od szcześciu lat można też żeglować jachtami w krótszych i dłuższych wyścigach po morzach i oceanach.

Virtual Regatta powstał we Francji gdzie żeglarstwo, szczególnie morskie jest niezwykle popularne. Na starcie i mecie każdego ważnego wyścigu oceanicznego pojawiają się miliony kibiców. W ogromnej większości są to francuzi. Serwis Virtual Regatta ma już oczywiście dzisiaj zasięg globalny. W rozmowie z Philippem miałem okazję poznać statystyki serwisu. Drugim po Francji krajem pod względem ilości użytkowników są Stany Zjednoczone, nastepnie Wielka Brytania i Włochy. W czołówce są również Brazylia, Nimcy i Czechy. W Polsce w Virtual Regatta gra średnio sześć tysięcy osób.

Dzięki Virtual Regatta możemy stanąć na starcie chociażby Volvo Ocean Race, Jules Verne Trophy czy Vendee Globe. To co najciekawsze, to uczestnictwo w wyścigu w czasie rzeczywistym. Wymaga logowania do gry nawet kilka razy dziennie by ustawiać kurs jachtu, zmieniać i trymować żagle, sprawdzać prognozę pogody i unikać kolizji z przeciwnikami. W niektórych wydarzeniach do wygrania są nagrody finansowe. Zwycięzca wyścigu on-line Jules Verne Trophy zainkasował kwotę dwudziestu tysięcy Euro. Od niedawna można się też ścigać w wyścigach na krótkiej trasie w tzw. formacie Inshore Race. To propozycja dla żeglarzy regatowych. Takich jak ja.

Czy Virtual Regatta mnie wciągnął? Przyznam się, że tak. Z dwóch powodów: w długie jesienne i zimowe wieczory, kiedy tak bardzo tęsknie za żeglowaniem, jest to dla mnie najlepszy sposób, by przynajmniej połowicznie poczuć przyjemność ze sterowania jachtem.

Po drugie, dzięki Virtual Regatta rozwinąłem kilka swoich żeglarskich umiejętności. Tak, okazało się, że gra komputerowa może być dobrym treningiem. Ćwiczę między innymi ustawienia na starcie albo rozwiązania taktyczne na kursach z wiatrem. Widok na trasę regat nie z pokładu swojego jachtu a z lotu ptaka daje mi zupełnie inny obraz na rozgrywkę całego wyścigu.

Virtual Regatta prowadzi też własny ranking. Jego sponsorem jest Star Sailors League, organizacja cyklu regat, który opisywałem już wiele razy na łamach Żagli. Bierzemy w niej udział z Dominikiem. Okazuje się, że ranking w żeglarstwie wirtualnym ma olbrzymi wpływ na zaangażowanie użytkowników serwisu. Od momentu jego wprowadzenia, intensywność uczestniczenia w regatach się podwoiła. W dniu w którym piszę ten felieton, na wysokim czternastym miejscu mamy zawodnika z Polski. Trzymam kciuki by wszedł do pierwszej dziesiątki a za jakiś czas wygrał ten ranking.

Mateusz Kusznierewicz