Przede mną kolejna podróż. Po wejściu na pokład samolotu spędzę w nim 7 godzin.  Wspaniale! Przecież ja oszaleję! No nie. Co ja będę w tym czasie robił? Zwariuję. Pewno znów co 15 minut będę patrzył na zegarek odliczając czas do lądowania. Jak zwykle wysiądę z samolotu zmęczony. Ledwo żywy. Czy można inaczej?

Oczywiście, że można. Od ponad 20 lat stosuję w podróży metodę wegetowania. Wyciszam na pewien czas swoje emocje, ambicje i myślenie by w ciszy i spokoju spędzić te kilka godzin podróży z jak najmniejszym spadkiem energetycznym. To nie oznacza, że nic nie robię. Często czytam, coś piszę, koncypuję nad nowymi pomysłami lub bieżącymi sprawami. Staram się robić to z zamkniętymi oczami, których spojówki szczególnie podczas długich lotów narażone są na wysuszenie. W podróży zawsze towarzyszy mi muzyka. Mam swoje spokojne, relaksacyjne playlisty idealne w takich momentach.

Po 7 godzinach lotu wyjdę z samolotu w dobrej formie. W sumie to nawet nie będę pamiętał o tej podróży. Nie zauważę jak szybko minęła. Jestem pewien, że tak będzie. Bo tak jest zawsze. Od 20 lat.

Mateusz Kusznierewicz