Po raz pierwszy w historii żeglarstwa regatowego przyznano nagrodę pieniężną o tak dużej wartości. Milion dolarów „padł łupem” nowozelandczyka Phila Robertsona i jego załogi podczas rozgrywanego w szwedzkim Marstrand finału World Match Race Tour. Przez wiele lat przyzwyczajeni byliśmy do oglądania regat w formule pojedynków jeden na jeden, tzw.match-racing w których żeglowano na wolnych i spokojnych jednokadłubowcach. W ubiegłym roku nadeszła rewolucja. Oznajmiono przesiadkę na ultra szybkie 10 metrowe katamarany oraz nagrodę miliona dolarów dla zwycięzcy finałowych regat.

„Winner takes all” w tłumaczeniu na język polski znaczy zwycięzca miał wziąć wszystko. To znacząca różnica w porównaniu z turniejami np. w tenisie czy w golfie gdzie zawodnicy zajmujący drugie, trzecie i kolejne miejsca również odbierają nagrody pieniężne. W środowisku żeglarskim pojawiło się dużo dyskusji i rozważań czy to na pewno dobre posunięcie. Czym bliżej finałowych regat, napięcie rosło. Nawet mnie się ono udzielało. Zacząłem śledzić czołowe załogi, zastanawiać się kto najlepiej odnajdzie się w wymagających warunkach, na nowych jachtach oraz wytrzyma presję podkręcaną olbrzymim honorarium za zwycięstwo.

Po powrocie z pracy do domu, położeniu dzieci do łóżek, siadałem do komputera by oglądać relacje video z poszczególnych wyścigów. Trzeba przyznać, że organizatorzy cyklu WMRT stworzyli dobry i atrakcyjny produkt medialny. Były emocje, pasjonujące pojedynki i dużo show na miarę dzisiejszych czasów. Na koniec poznaliśmy zwycięzce. Jego zdjęcie z czekiem na 1.000.000 dolarów obiegło cały świat i musiało się podobać oraz robić wrażenie.

Kilka dni później przeczytałem artykuł, który zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie. Otóż przedstawiono w nim historię jak doszło do porozumienia na podstawie którego zwycięzca finałowych regat miał podzielić się milionem dolarów z pozostałymi startującymi w regatach ekipami! Przysiadłem z wrażenia. Piękne i niesamowite. Ale dlaczego? Skąd taka solidarność? Jaki powód nimi kierował?

Okazało się, że w styczniu bieżącego roku wszyscy, podkreślę: wszyscy czołowi zawodnicy, którzy mieli się spotkać w Marstrand by walczyć o zwycięstwo, usiedli do okrągłego stołu i doszli w dyskusji do wspólnego wniosku, że nowa formuła regat, zmiana na katamarany i znikoma ilość indywidualnych sponsorów stanowi wyzwanie i stawia przed każdym z nich ryzyko zakończenia kariery jeśli nie będą mieli środków finansowych. Milion dolarów podzielony nawet na kilkanaście załóg, pomógłby im nie tylko przetrwać ale rozwinąć siebie jak i cały cykl WMRT. Jak pomyśleli tak i zrobili.

Jestem pełen podziwu dla tych żeglarzy. Wykazali się wielką dojrzałością, wyobraźnią i solidarnością w bardzo ważnym momencie. Dla mnie jest to jeden z najlepszych przykładów do naśladowania i wzorów jakie będę przywoływał przedstawiając świat żeglarstwa i żeglarzy.

Mateusz Kusznierewicz