Ta pozytywna, zbudowana na zdrowych zasadach rywalizacji, walcząca o pozycję lidera i zwycięstwo zgodnie z przepisami i zasadami fair-play jest odbierana i oceniana przez wielu jako jeden z najlepszych mechanizmów rozwoju człowieka, organizacji lub nawet kraju. Dla mnie konkurencja była zawsze znakomitym motywatorem. Kiedy nie chciało mi się iść na siłownię, myślałem o swoich najgroźniejszych rywalach. Wyobrażałem sobie wtedy że oni właśnie teraz są na siłowni. Nie mijały 3 sekundy a już stałem w drzwiach z torbą na ramieniu gotowy do ciężkiego treningu.

Konkurenci są różni. Niektórzy potrafią iść do celu za wszelką cenę. Czasem po trupach. Ja miałem szczęście do rywali z zasadami. Wyznającymi cenne w życiu wartości. Jednym z największych moich rywali był od zawsze Dominik Życki. Znakomity żeglarz. Na wodzie cięliśmy się na całego. Nie zapomnę jak po ciężkim dniu na wodzie przypłynął jako pierwszy na brzeg, wyciągnął swoją łódkę, zwinął żagiel, nie poszedł do hotelu pomimo wielkiego zmęczenia. Czekał przy pomoście aż przypłynę by pomóc mi wyciągnąć moją łódkę. Przybiliśmy piątkę, zwinęliśmy mój żagiel i poszliśmy… pomóc Łukaszowi. Później Rafałowi i innym. Naszym rywalom.

Kiedy zdobyłem swój drugi medal olimpijski postanowiłem zmienić łódkę na większą. Dwuosobową. Nie miałem problemu z doborem załoganta któremu mógłbym zaufać i na którym będę mógł polegać. Z Dominikiem zdobyliśmy wspólnie Mistrzostwo Świata! Kiedyś rywale, dzisiaj załoga. Jeden zespół. W biznesie też tak często bywa. Co więcej, są sytuacje gdy nasz największy rywal zostaje naszym szefem. A wtedy przeszłość i nasza postawa oraz zachowanie mogą odegrać znaczącą rolę. Zawsze o tym pamiętam!

Mateusz Kusznierewicz