600 milowy wyścig chodził za mną od dawna. Kiedyś musiałem to zrobić! Czekałem na dobrą okazję by ten mój „pierwszy raz” zdarzył się w wyjątkowych okolicznościach. Udało się! Fastnet Race razem z Middle Sea Race, Sydney Hobart i Newport Bermuda nazywane są żeglarskim wielkim szlemem. Tylko Fastnet rozgrywany jest co dwa lata. Na jego starcie staje 400 jachtów! Byłoby więcej gdyby nie limit. Lista zgłoszeń do tegorocznej edycji tych słynnych regat wypełniła się w niecałe 5 minut!

Yacht Club Sopot wynajął bardzo szybki jacht i zebrał załogę. Stanąłem na jej czele. Przed niedzielnym startem zaplanowaliśmy dwa dni treningów. Rozpisaliśmy je co do minuty. Pogoda nam dopisała. Świeciło słońce i wiał wiatr o sile od 15 do 20 węzłów. Idealne warunki! W piątek skupiliśmy się na treningu zmian żagli i manewrów w podziale na wachty. W sobotę było refowanie i doszlifowanie komunikacji pomiędzy departamentami. Dla załogi która spotkała się po raz pierwszy były to bardzo cenne dwa dni treningów.

Start do Fastnet Race nie da się porównać do niczego innego! Żeglowałem w Sydney, w Nowym Jorku, na Sardynii i w Sopocie. To czego doświadczyłem i zobaczyłem w niedzielne południe było fantastyczne! Setki jachtów, wśród nich te największe i najszybsze ściśnięte w cieśninie Solent pomiędzy Cowes a Southamton. Wiatr z kierunku zachodniego sprawił, że przez pierwszą godzinę po starcie żeglowaliśmy halsówkę. Zanim dopłynęliśmy do słynnych skał Needles wykonaliśmy 32 zwroty! Uwierzcie mi, zwrot na 70 stopowym jachcie pod pełnymi żaglami, z uchylnym kilem z setką jachtów dookoła jest nie lada wyzwaniem i wysiłkiem. Na tym odcinku przytrafiła nam się pierwsza i jedyna awaria. Rozerwał nam się fok J4. Zmiana na J2 trwała dłużej niż chcieliśmy. Straciliśmy cenne metry i 8 pozycji.

Po wypłynięciu na wody Kanału Angielskiego rozpoczęliśmy żeglowanie na prądzie. Wspólnie z nawigatorem i kapitanami wacht ustalaliśmy optymalną trasę. Po 4 godzinach od startu przepływaliśmy nieopodal Weymouth. To miejsce gdzie w 2000 roku zdobyłem Mistrzostwo Świata w klasie Finn a w 2012 roku startowaliśmy z Dominikiem w Igrzyskach Olimpijskich. Łezka w oku się pojawiła.

Najbardziej ciekaw byłem jak damy sobie radę w żeglowaniu nocą. Dla mnie było to coś nowego. Okazało się nic trudnego. Strzałem w dziesiątkę był odpowiedni podział wacht oraz 4 godzinne zmiany w dzień oraz 3 godzinne w nocy. Ja byłem obecny przy wszystkich manewrach. Służyłem też pomocą przy jak najlepszym trymie. Najwięcej czasu spędziłem jednak przy kole sterowym i stole nawigacyjnym.

Wielkim przeżyciem było dopłynięcie do słynnej skały Fastnet(na zdjęciu). Jest to znak kursowy na trasie wyścigu. Znajduje się bardzo blisko wybrzeża Irlandii. Fastnet mijaliśmy płynąc tuż za słynnym brytyjskim żeglarzem Alexem Thompsonem, który żeglował na jachcie Hugo Boss. Alex podczas czerwcowej wizyty w Polsce otrzymał honorowe członkostwo Yacht Clubu Sopot. Tak więc Fastnet minęliśmy jako druga załoga klubowa.

Taktycznie rozegraliśmy wyścig bardzo dobrze. 22 miejsce na mecie na 400 jachtów to niewątpliwie nasz wielki sukces! Nie spodziewałem się aż tak dobrego miejsca. Przed nami były tylko dużo szybsze jednostki. Z zawodowcami na pokładzie!

To co robimy wspólnie z Yacht Club Sopot jest wspaniałą przygodą, olbrzymią przyjemnością ale też częścią dużo większego planu. Mamy ciekawy, bardzo ambitny pomysł. Osoby w to zaangażowane nie mają zwyczaju pytać „dlaczego?” tylko mówią „dlaczego by nie?”. To daje nam szanse powodzenia. Sam jestem ciekaw co z tego wyniknie. Mam nadzieję, że coś dobrego. Dobrego dla polskiego żeglarstwa!