Powiem wprost: dieta cud nie istnieje. Takie jest moje skromne lecz doświadczone zdanie. Przetestowałem na sobie dziesiątki jak nie setki różnych sposobów żywienia. I powiem Wam jedno: najlepszy sposób na dobrą sylwetkę i dobre samopoczucie stosuję poprzez tryb odżywiania wyniesiony ze sportu. Przy moim wzroście 193 cm i 100 kg masy ciała mam według ogólnie przyjętych norm 10 kg nadwagi. Żyję z tym w spokoju, świadomy że te dodatkowe kilogramy to pozostałość po intensywnych treningach. Gdy zakończyłem karierę olimpijską momentalnie przytyłem. Powód?

Brak ruchu. Nie spalałem przyjętych z posiłków kalorii. Za dużo jadłem, za mało się ruszałem. Musiałem szybko na to zareagować.  Z pomocą przyszła mi wiedza jaką zdobyłem będąc czynnym sportowcem. Żadne to science-fiction tylko proste rozwiązania i zasady, które mogę ująć w trzech punktach:

Po pierwsze: kładąc się spać planuję na następny dzień czas i rodzaj posiłków. Dzięki temu odżywiam się świadomie, w zgodzie ze sobą, nie podjadam i nie dopuszczam do jedzenia przypadkowych a tym samym często niezdrowych rzeczy.

Po drugie: jem dużo ale zdrowo. Zawsze porządne śniadanie, lunch i kolację. Różnorodne potrawy. Raz w tygodniu steka. Dwa razy w tygodniu rybę. Poza tym dużo owoców i warzyw. Unikam nabiału i produktów pszennych. Na deser pozwalam sobie dwa razy w tygodniu.

Po trzecie: nie jem po godzinie osiemnastej. Tak naprawdę, to staram się nie jeść po tej godzinie. Wiemy, że nie jest to proste. Uważam, że w moim wieku, po czterdziestce to właśnie spełnienie tego trzeciego warunku ma największe znaczenie i przekłada się na moją figurę i samopoczucie. Jeśli pilnuję godziny ostatniego posiłku, to może on być nawet dużych rozmiarów. Nie mam z tym problemu bo kiedy położę się spać, będzie już pewno całkowicie strawiony. Mój żołądek będzie w nocy odpoczywał co spowoduje, że w mojej przysadce mózgowej uruchomi się hormon wzrostu mający olbrzymi duży wpływ na mój metabolizm. Rano obudzę się z poczuciem lekkości i energii. Kiedy tego pilnuję, waga mi spada i mogę śmiało wyginać na plaży ciało.