Wszyscy już wiemy, że 35. finał Pucharu Ameryki wygrał Emirates Team New Zealand. Pokonali obrońców Oracle Team USA wynikiem 7:1. Ale czy wiecie dlaczego? Jak tego dokonali? Mając jeden z najskromniejszych budżetów i wodując swoją pierwszą testową jednostkę dopiero 1.5 roku po swoich najgroźniejszych konkurentach? Regaty o Puchar Ameryki oglądałem codziennie. Niektóre wyścigi po kilka razy. Obejrzałem każdą konferencję prasową, przeczytałem wiele ciekawych artykułów, wywiadów i komentarzy specjalistów od żeglarstwa. A ponieważ jestem bacznym obserwatorem, dużo czytam, podglądam, nasłuchuję i analizuję to zrobiłem wiele ciekawych notatek. Niektóre z tych wniosków i pomysłów zastosuje w swoich treningach i startach ale także opracuję je i przekażę naszej kadrze zawodników i trenerów w PZŻ.

Wracając do mojego wstępu: co w takim razie zrobili Nowozelandczycy, że pokonali niesłychanie mocnych amerykanów z teamu Oracle, świetnie przygotowanych Szwedów z Artemisa i pozostałych, potencjalnie mocnych pretendentów?

Z moich obserwacji oraz informacji do których dotarłem na ich sukces wpływ miały:

1. Odświeżony skład załogi. Jedynie trymer żagla/skrzydła Glenn Ashby miał na swoim koncie start w Pucharze Ameryki. Katamaranem sterował 26 letni Peter Burling. mistrz olimpijski z Rio de Janeiro i mistrz świata w klasie Moth. To łódki bardzo szybkie na których żegluje się na wietrze pozornym. Tak samo jak w obecnym wydaniu Pucharu Ameryki.

2. Moc generowana przez czterech załogantów dawała ciśnienie w układzie hydraulicznym, który umożliwiał sternikowi i trymerom podnosić oraz zmieniać pochylenie hydroskrzydeł, sterów, trymować foka oraz wychylać oraz skręcać żaglo-skrzydło. Czym więcej mocy w systemie tym więcej możliwości zmiany trymu, dostosowywania do warunków i sytuacji oraz częstszych manewrów. Nowozelandczycy mieli zdecydowaną przewagę w tym obszarze wybierając kolarzy zamiast tradycyjnych grinderów.

3. Układ „kolarski” był również bardziej aerodynamiczny. A przy prędkościach jachtu przekraczających 50 km/h ma to olbrzymie znaczenie. Przekłada się wprost na prędkość jachtu.

4. Sposób trymu żagla-skrzydła na jachcie nowozelandckim był bardziej rozbudowany niż u innych zespołów. Glenn Ashby jako jedyny trymer sterował ustawieniem skrzydła za pomocą konsoli przypominającej X-Boxa lub Playstation. Sam powiedział po regatach, że mógł sterować głębokością, kątami i skrętem wielopoziomowo i równolegle ale także będąc po nawietrznej jak i zawietrznej jachtu. A takiej opcji i wygody przeciwnicy nie mieli.

5. Kluczowe decyzje Kiwi podejmowali w małym zespole. Ich organizacja nie była rozdmuchana jak w przypadku zespołów Oracle, Artemisa czy Land Rover BAR. Pozwoliło im to działać szybko oraz wyjść poza ogólnie przyjęte normy. Momentami wręcz zaszaleć i zaprojektować bardzo ryzykowne i agresywne rozwiązania techniczne. Większość z nich okazała się trafiona i dała im przewagę.

6. W fazie eliminacyjnej przegrali dwa wyścigi z obrońcami trofeum. CEO Grant Dalton przyznał w jednym z wywiadów, że dzięki temu uśpili przeciwnika który był bardzo pewny swojej przewagi. Jak się później okazało, amerykanie przespali okres 3 tygodni i w finale nie mieli załapania do Emirates Team New Zealand.

7. Skipperem zespołu u Nowozelandczyków nie był sternik. Kluczowe i ostateczne decyzje podejmował Glenn Ashby. Dzięki temu młody Peter Burling mógł się skupić na sterowaniu i taktyce. Co okazało się w wielu wyścigach kluczem do sukcesu.

8. Peter Burling miał jeszcze jedną olbrzymią przewagę nad innymi sternikami. W odróżnieniu do nich, nie musiał samemu ustawiać kąta nachylenia hydroskrzydeł i skrzydeł na sterach. To nie on pilnował optymalnego lotu nad wodą. To zadanie w załodze nowozelandzkiej powierzono jednemu z kolarzy. Nie byle komu a Blairowi Tukowi, który w załodze z Burlingiem zdobył złoto w Rio i 4 tytuły Mistrza Świata w klasie 49er. Dzięki napędzaniu hydrauliki nogami miał wolne obie ręce. Ręce które sterowały pewnym małym joystickiem

9. Wszyscy zadawali pytanie co to za joystick? W połowie regat okazało się, że to w ręce Tuka powierzono poziomowanie lotu katamaranu. Ale to zadanie nie takie proste. Szybkość reakcji, przewidywanie przechyleń oraz przyspieszeń jest na takiej jednostce ekstremalnie trudne. I tutaj Nowozelandczycy wymyślili i zrobili coś co dało im niesłychaną przewagę i o czym myślę, że mało osób wie. Otóż okazuje się, że na pokładzie zamontowali autopilota. Komputer, który dzięki dziesiątkom czujników wskazywał jak należy ustawiać kąty nachylenia hydroskrzydeł. Przepisy zakazywały rozwiązania gdzie to komputer sterował hydroskrzydłami. Dlatego Nowozelandczycy zrobili to inaczej. Wspomniany komputer wskazywał Tukowi co ma zrobić. A on dzięki joystickowi ustawiał hydroskrzydła. W obiektywie kamery wyglądało to jakby na małym ekranie który miał przed sobą cały czas grał w jakąś grę.

Tą grę a tak naprawdę wielką batalię Kiwi wygrali w fantastyczny sposób. Wygrali pomysłem i nietuzinkowymi rozwiązaniami technicznymi oraz talentami załogi i organizacyjnym. Trzeba przyznać, że są w tym dobrzy!

Mateusz Kusznierewicz